Pierwszy studyjny album braci Cavalera „Inflicted” został bardzo ciepło przyjęty przez fanów starej, dobrej Sepultury. Teraz, po trzech latach od tamtego krążka Max i Igor serwują nam płytę dość średnią i powtarzalną. Ale czy powinniśmy spodziewać się czegoś więcej po materiale nagranym w zaledwie trzy dni?
Za produkcję „Blunt Force Trauma” odpowiadał Logan Mader, który pokazał się z bardzo dobrej strony pracując przy albumach Soulfly, Gojira czy Devildriver. Podobnie jest z nowym krążkiem braci Cavalera. Niestety tylko ze strony technicznej.
Po pierwszym przesłuchaniu byłem nieco zawiedziony. Nie dlatego, że to średnia płyta, ale zbyt banalna. Na dobrą sprawę trudno tutaj o riff czy solówkę, która na długo zostaje w pamięci. I choć młodszemu Marcowi Rizzo nie można niczego zarzucić tak już jego starszym kolegom jak najbardziej. Brakuje mi tutaj agresywnej i napędzającej gitary perkusji, a w głosie Maxa starej charyzmy. 47-minutowe wydawnictwo zaczyna się mocnym kawałkiem „Warlord” i do samego końca trzyma się post-thrashowego groove’u. W średnim (oprócz partii solowej Rizzo) „Lynch Mob” na wokalu udziela się Roger Miret znany z hardcore’owego Agnostic Front. Następny „Killing Inside” doczekał się teledysku choć według mnie jest to jeden z gorszych (o ile nie najgorszy) utworów na całym krążku. Chwilowo moją uwagę zwróciły na siebie bardzo szybkie „Thrasher” i „Rasputin”, ale zamykający całe wydawnictwo tytułowy „Blunt Force Trauma” rozwiał wszelkie wątpliwości.
Cavalera Conspiracy powraca po trzech latach mocno średnim krążkiem, jakby bez życia, napisanym na siłę. Z całym szacunkiem do dokonań spółki braci w tym czy innym zespole, tym razem słuchając ich twórczości widzę zmęczonego Maxa i mało finezyjnego Igora. A szkoda, bo projekt CC początkowo dawał nam jeszcze nadzieję, że pomimo wątpliwej reaktywacji Sepultury w oryginalnym składzie otrzymamy chociaż namiastkę porządnego łojenia z dawnych lat.
„Blunt Force Trauma” to album średni, mocno średni, skierowany raczej do fanatyków niż miłośników. Wpada jednym uchem, a wypada drugim. Chyba nie czegoś takiego się spodziewaliśmy…
Dla prawdziwych fanów (i chyba tylko dla nich) wydawnictwo w limitowanej wersji zawiera dodatkowe 4 utwory: autorskie „Psychosomatic” i „Jihad Joe” oraz przeróbki „Electric Funeral” Black Sabbath oraz „Six Pack”, cover Black Flag. Co kto lubi…
Kamil Śliwiński









Zawiodłem się i to srodze. Poprzednia płyta „inflikted” wcale nie była rewelacyjna, ale była na pewno dobra w swej prostocie. Nowy soulfly „omen” też mi przypadł do gustu mimo swej prostoty, choć wydaje mi się, że Max miał swój szczyt formy na „conquer”. Jak na razie równia pochyła w dół, oby Max się w pozbierał! Wydaje mi się, ze Max miał juz co najmniej 2 takie okresy stagnacji, wtórności i braku pomysłów. Zawsze się jakoś wylizał. Mam nadzieję, że tak będzie i tym razem.
Tymczasem, sepultura, z której odszedł, po słabym against, z albumu na album stawała się coraz lepsza. Ostatnie ich 2 płyty uważam za genialne. Bardzo czekam na ich nową płytę i obym się nie zawiódł tak jak u maxa