Maciek (Dig Up)

To nie pierwsza moja rozmowa z Maćkiem – basistą hardcore’owego Dig Up – i mam nadzieję, że nie ostatnia. Rzadko kiedy rozmówcy są w wybitnie dobrym humorze i w miarę wylewnie odpowiadają na pytanie. O krajowej scenie, o tym co takiego ma w sobie miasto Żywiec, a przede wszystkim o nowej epce „Krew Za Krew” poniżej…

Rozmawia: Grzegorz Pindor

Żywiec jawi się jako wspaniałe miejsce do grania gitarowej muzyki. Dość powiedzieć, że większość artystów z Żywca albo gra regularnie spore ilości koncertów, bądź jest związana z wielkimi wytwórniami. Co takiego ma Żywiec, że rock i pochodne rozwijają się na tym terenie tak dobrze?

Ciężko powiedzieć co takiego ma w sobie to miasto, że jest tutaj naprawdę sporo dobrych zespołów. Myślę, że przede wszystkim ludzi, którzy kochają muzykę i potrafią stworzyć tutaj niepowtarzalny klimat. Żywiec to nie tylko muzyka rockowa, ale również wszelkie jej odmiany. Warto wspomnieć, że również hip hop rozwija się tutaj w bardzo dobrym kierunku. Chłopaki z The Pryzmats grają kawał dobrej muzy związanej z hip hopem, ale grają na żywo co jest dużym plusem i chyba obecnie rzadkim przypadkiem w tym nurcie. Wspomniałem o nich nie przypadkowo gdyż wspólnie udało nam się nagrać jeden numer w ramach projektu Street Bomb. Będzie go można niebawem odłuchać na myspace.com/streetbombmusic

Mówiłem o rocku, ale Dig Up to hardcore romansujący z metalem. Jak doszło do powstania tego zespołu, który moment w historii zespołu uważasz za przełomowy?

Zespół powstał w 2002r z inicjatywy mojej i Bazyla. Cała historia zaczęła się przypadkowo gdy dowiedziałem się, że jest pałker, który szuka składu, żeby pograć trochę mocniej niż większość zespołów w naszym mieście. Później potoczyło się już szybko. Trudno powiedzieć co mógłbym uznać za moment przełomowy bo może jeszcze go nie było mimo, że gramy już trochę czasu. Cieszymy się w każdym razie każdą możliwością zagrania koncertu czy chociażby spotkania się na próbie. Jesteśmy przede wszystkim grupą przyjaciół i to jest w tym najbardziej budujące.

Swego czasu przylgnęła do Was łatka ”drugiego Frontside”. Na swój sposób miało to sens, ale zbytnio nie pokrywało się z prawdą. Polskie teksty i zaangażowanie na scenie to jedno, a muzyka to drugie. Jak odbierasz takie porównanie?

(śmiech) Wiedziałem, że to pytanie musi znowu paść. Chyba nie byłoby z nami wywiadu bez tego pytania. Co do tego porównania to pewnie znasz już nasze zdanie. Kiedyś cieszyło nas, że ktoś gdzieś doszukał się czegoś co pozwoliło nas porównać jakby nie patrzeć do zespołu, który wypracował sobie dość wysoką pozycję na naszym rynku. Jednakże faktycznie wsłuchując się w muzykę oraz teksty nie dokońca można to porównanie uznać za trafne. Jeśli posłuchasz tego co nagraliśmy z nowym wokalistą i tego co obecnie robi Frontside to myślę, że już nikt nie powinien tego porównania używać.

Wasz poprzedni materiał, „Piekło Na Ziemi” zyskał liczne poparcie wśród mediów i krytyków, co jest między innymi zasługą realizatora nagrania Tomka Zalewskiego. Zatem, dlaczego zdecydowaliście się usamodzielnić i wespół z zaprzyjaźnionym akustykiem zarejestrować „Krew za Krew” metodą D.I.Y?

Rozmawiasz z wieloma zespołami, co z resztą często śledzę na portalu MagazynGitarzysta.pl i wiesz jak jest. Nagrania materiału u ZEDa jak i w innym profesjonalnym studio to spory wydatek. Zespół, który nie ma sponsorów czy nie jest promowany w mediach pokrywa wszystko z własnej kieszeni. Finanse były chyba głównym powodem rejestracji naszej nowej EP-ki metodą D.I.Y. Muszę jednak stwierdzić, że chyba nie wyszło to najgorzej. My jesteśmy zadowoleni z efektu końcowego. Obecnie wiele zespołów dąży nawet do uzyskania naturalnego brzmienia bez żadnych „wspomagaczy”. Zapewniam, że materiał „Krew za krew” to czysta muza prosto z „palca”. Brzmienia zarówno gitar jak i perkusji czy wokalu jest tym co udało się wyciągnąć z samych instrumentów i wzmacniaczy. Obecnie kiedy w większości produkcji słyszę „doskonałość” komputera to całkiem fajna jest taka odskocznia.

„Krew za Krew” to również, a może przede wszystkim – nowe oblicze zespołu – już nie tak bezpardonowe jak „Piekło Na Ziemi”, i z nowym wokalistą na pokładzie. Jak znaleźliście Ivana, dlaczego rozstaliście się z Dominikiem, i czy Ivan odcisnął jakiekolwiek piętno na tym materiale?

Masz rację „Krew za krew” to nowe oblicze Dig Up. Dołączenie Ivana do składu było czystym przypadkiem. Bazyl miał okazję go kiedyś gościć w swoim studiu tatuaży TRIBAZ w Żywcu. Przy okazji dziarania zgadali się na temat muzyki i okazało się, że Ivan wcześniej działał w tym temacie na Ukrainie. Dostał naszą płytę i chyba mu się spodobała propozycja wspólnego grania. Szybko ogarnął materiał co pozwoliło nam zagrać kilka koncertów oraz zabrać się za nowy materiał. Dominik zrezygnował z powodów osobistych, po prostu czuł się już zmęczony wspólnym graniem. Nadal jednak utrzymujemy kontakt, bo tak jak wspomniałem wcześniej Dig Up to była i jest przede wszystkim zgrana ekipa.

EP-ka zawiera cover The Beatles. Szczerze mówiąc, nigdy bym się tego nie spodziewał po Was. Czyj to był pomysł i dlaczego akurat ten utwór?

Miło to słyszeć, że czymś jednak mogliśmy zaskoczyć. Mam nadzieję, że zaskoczenie wyszło na plus a nie na minus. Myśleliśmy dość długo nad tym, żeby nagrać jakiś cover. Po długich negocjacjach padło właśnie na „Hard Day’s Night” zepsołu The Beatles. Jest to zespół, który chyba na każdym z nas odcisnął jakieś piętno. Pamiętam jak zaczynałem słuchać muzyki jako smarkacz, to jednym z moich ulubionych zespołów byli Bitelsi. Okazało się, że reszta składu miała podobne doświadczenia. Mieliśmy też nadzieję, że uda nam się zagrać to tak, żeby ktoś kto kocha tą ikonę nie obrzucał nas „mięsem”. Zagraliśmy ten cover pierwszy raz chyba podczas WOŚP 2010. Ludzie przyjęli ten numer bardzo żywiołowo co było dla nas utwierdzeniem w decyzji wyboru. Co do wyboru samego utworu to po prostu jakoś najbardziej nam odpowiadał. Początkowo braliśmy jeszcze pod uwagę „Help”, ale ostatecznie padło na „Hard Day’s Night”.

Na koncertach masz bardzo charakterystyczne brzmienie. Przez długi czas nie chciałeś zdradzić tajemnicy jakiego dokładnie sprzętu i ustawień używasz, ale myślę, że nadeszła pora by się pochwalić (śmiech).

Dokładnych ustawień i tak nie zdradzę bo ich nie pamiętam (śmiech). Co do samego sprzętu to trochę się zmieniło. Wcześniej grałem na głowie GK Backline 600 oraz paczce GK BLX410, gitara basowa GMR Bass Froce IV i 3 kostki: kompresor Boss, equalizer Boss oraz przester do basu firmy Ibanez. Obecnie gram na wiośle Spector, którego brzmienie pozwoliło mi zminimalizować zestaw kostek. Nowe wiosło „gada” tylko na głowie i paczce oraz EQ Boss. Jestem bardzo zadowolony ze zmiany gitary, chociaż nie jest to „górna półka” to brzmi naprawdę świetnie a przy tym jest bardzo wygodna. Lubię kiedy w muzyce metalowej i rockowej bas jest wyraźnie słyszalny dzięki ostremu brzmieniu. Co do „gratów” to zestaw Gallien’a jak dla mnie jest wystarczający zarówno pod względem mocy jak i brzmienia. Pewnie są tacy, którzy stwierdzą, że to amatorski sprzęt, ale w tym przedziale cenowym chyba nie ma sobie równych.

Gdybyś miał możliwość zmienienia polskiej sceny jak i podejścia ludzi do muzyki na żywo, co byś zmienił? Czego według Ciebie brakuje na naszej scenie?

Najlepszą zamianą byłoby generalnie podejście organizatorów koncertów do zespołów. Jeśli chodzi o polską scenę to, żeby warunki w naszym chorym kraju pozwalały na funkcjonowanie wytwórni wspierających muzykę niezależną. Chciałbym też w końcu włączyć radio czy TV i usłyszeć tam w końcu coś „z kopem”. Jeśli chodzi o podejście ludzi do muzyki na żywo to wydaje mi się, że w Polsce jest to jedyna rzecz, z której możemy się cieszyć. Bynajmniej w Żywcu publika jest nie do wy… (śmiech) Jeśli coś mogłoby się zmienić na lepsze to, żeby więcej młodych ludzi chodziło na koncerty i słuchało dobrej muzy, a nie tylko siedziało przed monitorami swoich komputerów.

Twój typ na album roku 2011?

Jeśli chodzi o nasz kraj to: Acid Drinkers: Fish Dick Zwei, natomiast świat: solowy projekt Jasty z Hatebreed.

Plany na przyszły rok?

Jeśli chodzi o muzyczne plany to zrobić materiał na pełną płytę i obrabować bank żeby ja później zarejestrować (śmiech). Pograć jakieś fajne koncerty. Generalnie bez napinki. W planach jeszcze mamy kontrakt z Roadrunner, ale to już stary plan przesuwany z roku na rok (śmiech).

Dzięki za rozmowę. Ostatnie słowa dla Ciebie.

Dzięki za możliwość przypomnienia o naszym istnieniu oraz przyjemny zestaw pytań. Zapraszamy wszystkich do polubienia nas na www.facebook.com/digupband oraz pobierania naszej nowej EP-ki. Do zobaczenia być może na jakimś koncercie (nie koniecznie naszym) oraz Najlepszego w Nowym Roku dla Ciebie i wszystkich czytelników magazynu Basista. Pozdrawiamy!

Słowa kluczowe: Dig Up